W okolicach marca tego roku dostałem wiadomość na popularnym komunikatorze internetowym od Pawła Madalińskiego. Zapytał mnie, czy nie chciałbym dołączyć na trip do… Nie dokończył, ale zanieśli link do utworu Nas – State of Mind.

Uśmiechnałem się pod nosem. Każdy raczej wie jak wygląda sytuacja finansowa 22 letniego skejta. Podpowiem, że średnio… Napisałem więc, że jest to raczej mało prawdopodobne bo średnio stoję z finansami, na to on podpowiedział mi, żebym zapytał któregoś ze swoich sponsorów, czy nie byłby w stanie jakoś pomóc.
Z zerowymi oczekiwaniami udałem się z tematem do Team Menago Cons – Michała Jurasia. Minęło kilka tygodni, a bilet na samolot był już kupiony! Dostałem również budżet na wyżywienie, a do tego, udało się wykorzystać moje nowojorskie koneksje, czyli moją wspaniałą rodzine, która tam mieszka. Ciocia bez wachania przyjęła mnie do siebie, no i finalnie wyszło tak, że miałem dwie kwatery. Jedna w New Jersey zaraz za rzeką Hadson, a druga dzięki uprzejmości ekipy Siano, w wynajętym przez nich mieszkaniu w głębokich czeluściach Brooklynu.

Finalnie przyleciałem do NYC półtora tygodnia wcześniej, zanim dołączyła reszta. Ten czas spędziłem głownie turystycznie. Udało mi się nawet pójść na mecz NBA, co zawsze było moim marzeniem. Potem przyleciała ekipa Siano Crew i wtedy zaczął się skate life na pełen etat. Codziennie zajebiste Haitańskie śniadanie na ośce i eksploracja miasta. Głównie Brooklynu i Manhattanu. Szczególnie do gustu przypadły mi „prowincjonalne” spoty, właśnie na Brooklynie. Manhattan jest bardzo ciężki na deskę. Ogromna ilość ludzi, samochodów, rowerów i innych bodźców jak hałas przyprawia o zawrót głowy. Trzeba umieć się w tym odnaleźć. Niestety miasto jest tak ogromne, że nie zdążyliśmy zwiedzić Bronxu ani Queens. Dużym plusem było to, że Maciek Szwejda dograł w tym samym terminie swojego kumpla Fernando, który mieszkał w NYC od 13 lat. Każdy raczej wie, że lokalny przewodnik na miejscu to coś na wagę złota. Był to mój 3 raz w Nowym Jorku i byłem przekonany, że nie da się zjeść tam dobrego posiłku poniżej dziesięciu dolarów, jednak Fernando pokazał nam że można.
Osobiście w Nowym Jorku najbardziej zaskoczyła mnie otwartość ludzi i szacunek do skaterów i deskorolki. Zupełnie inny mental niż w Poldonie. Nie czujesz się szkalowany przez przechodniów na każdym kroku, a raczej widzisz w oczach uznanie. Zdażyło nam się nawet, że przypadkowy kierowca skutera zatrzymał dla nas ruch na środku ulicy, żebyśmy mogli nabrać rozpęd na trik. Co do spotów, wiadomo, rewelacja. Wyglądają zazwyczaj idealnie i w gruncie rzeczy są idealne. Nie jest tak, jak to często bywa u nas, że znajdujesz idealny spot, ale zawsze są jakieś niedociągnięcia, co powoduje, że nie da się na nim jeździć. W NYC zawzyczaj każdy spot jest wykonalny.




Podsumowując, zaliczyliśmy sporo kultowy spotów, poznaliśmy sporo lokalsów, a na koniec powstał ten krótki montaż. Projekt zrealizowany przez naszą ekipę, przez co jest dla mnie wyjątkowy. Dzięki Igi, Wojti, Emilka, Mary, Paweł, Maciek, Flip, Fernando, Ania, Waqas, Monika oraz oczywiście Converse za wsparcie i pomoc w zrealizowaniu tego wyjazdu. Był to jeden z najlepszy wyjazdów w moim życiu. Pozdrowki!
Emil Wolan
Kamera: Paweł Madaliński, Maciek Szwejda
Edit: Paweł Madaliński
Zdjęcia: Filip Piotrowicz, Fernando