Niedawno nabawiłem się kontuzji śródstopia. Niby nic poważnego a jednak wykluczyło mnie
to z deskorolki na jakiś czas. Chora stopa nie przeszkadzała jednak w jeździe na rowerze. Nie chcąc siedzieć na dupie, dojeżdżałem do chłopaków na skatepark czy miejscówę na której aktualnie jeździli.
Oglądając filmiki z Johnem Cardielem na youtube, a także przypominając sobie dokument o prosach którzy na rowerach i z deskami przemierzali Nową Zelandię (link) wpadłem na pomysł zorganizowania rowerowo-skejtowego wypadu za miasto. Naturalnym celem okazało się Władysławowo z nowym betonowym skateparkiem. Chociaż w pierwszej kolejności odezwałem się do skejtów regularnie jeżdżących na rowerze, to jednak skład się nieco zmienił a część z nas jechała na pożyczonych rowerach. Ekipa Cardiel Tripa to Pastuch, Racza, Igor, Borys, Doc i ja z wyleczonym już śródstopiem.
Zbiórka w Sopocie w dniu wyborów prezydenckich, większość z nas nie zagłosowała na rzecz dłuższego snu. Nie wiem czy to miało wpływ na wynik.
Na Gdyńskim skateparku musieliśmy poczekać na Doca, który zaspał po sobotnim melanżu. Skakaliśmy nie tylko na deskach.
Rower Igora złapał flaka stojąc na parku, po szybkiej zmianie dętki mogliśmy ruszyć dalej.
Nie planowaliśmy trasy specjalnie przez ten DIY spocik, jednak przejeżdżając obok musieliśmy chwile pojeździć.
Racza i butelka po czarnej Kobrze z 1997.
Przerwa na siku i skok z ciężarówki.
Taki rowerowy wypad to świetna okazja do szukania spotów na przedmieściach, w miejscach w których normalnie nie bywamy. Niestety dachy kontenerów okazały się karbowane.
Dalej spotów już nie było, był za to rzepak!
Widoki i trasy mocno zróżnicowane.
Gdy przyjechaliśmy na miejsce było tam już sporo znajomych, którzy wybrali transport samochodowy. Niektórzy z nas zamiast sprawdzić skatepark, w pierwszej kolejności zajęli się grillem.
Skatepark we Władysławowie, chociaż można mu wytknąć wady związane z projektem jest naprawdę przyjemny. Głównymi zaletami jest porządne wykonanie przez czeską firmę Fiveramps oraz ciekawe, niesztampowe przeszkody w bowlowej jego części. Gorzej wypada streetowa część która uniemożliwia płynną jazdę po całym parku. Szkoda, że nie możemy mieć wpływu na wszystkie parki budowane w naszym bliskim otoczeniu. Mimo to mega jaramy się, że doczekaliśmy czasów w których powstaje ich tak dużo.
Pastuch, boneless, fot Jakub Ohler
Zdecydowanie najlepsze selfie wypadu!!!
Drogę powrotną do Gdyni zaplanowaliśmy pociągiem. Niestety ostatni ruszał koło 20 więc musieliśmy się zawijać w chwili gdy panowało apogeum zajawy.
Ostatni odcinek rowerowy z Gdyni na chatę z przerwą na piwko w Sopocie.
Endomondo było odpalone, odcinek Gdańsk-Władysławowo to 70km. Do tego dołożyliśmy 24 km wracając z Gdyni. Prawie 100km połączone ze skejtową sesją na parku to chyba dobry wynik.
Tekst: Alex Żerwe, foto: Ekipa





