Converse

Frame Supply Co. – Wywiad

0

F1

Na początku roku mieliśmy możliwość obejrzeć film „Outside the Frame” autorstwa dwójki skaterów Michała Koczora i Mateusza Kukły. Mimo że chłopaki są na scenie już dosyć długo to szerszemu gronu odbiorców nie do końca byli znani. Bardziej uważne oko na pewno pamięta tego drugiego z projektu sprzed lat pt „Decade” oraz kilku luźnych montaży, O Michale zaś można powiedzieć że ma chyba najbardziej stylowego bs smitha w Polsce. Przy okazji premiery ich drugiego video ( już nie półgodzninnego ale będącego raczej web partem młodego skatera z Kielc Filipa Dziwięckiego) postanowiliśmy porozmawiać z chłopakami o ich projekcie i co planują robić dalej. Sprawdźcie co maja do powiedzenia Kielczanin i Krakus mieszkający w Warszawie…

Mieszkacie w Warszawie juz kilka lat ale wydaje mi się ze trudno was spotkać na głównych plazach bądź skateparkach tego miasta – czemu tak jest?

Michał: Nie przepadamy za jazdą na skateparkach ani super popularnych miejscówach. Wiadomo, fajnie jest pochillować na okrągłej rurce na idealnym betonie ale to trochę rozpieszcza i rozleniwia. Potem idziesz na spot na kostce brukowej, z krzywym najazdem, wystającym krawężnikiem i pukasz się po głowie, że przecież do tego nawet nie podjedziesz. O wiele ciekawsze od jazdy na parku jest dla nas kreatywne wykorzystanie miejskiej przestrzeni. Wychodzimy od dawna z założenia, że trik nie polega na wykonaniu samej ewolucji deską. Cała zabawa tkwi w znalezieniu interesującego miejsca, wymyśleniu co można by tam zrobić, jak to nagrać, kiedy tam przyjść żeby dopiero na końcu zabrać się do robienia numeru czy sekwy. Kiedy wieczorem wracasz do domu, nie ważne jak poobdzierany – zawsze masz większą satysfakcję, gdy zrobiłeś trik w miejscu w którym nikt wcześniej nie jeździł i udało Ci się to udokumentować niż gdy zrobiłeś 40 bs. smithów na skateparku na Potockiej.

Mateusz: W moim przypadku to jest trochę tak, że nie lubię miejsc w którym jeździ dużo osób. Dlatego rzadko jeżdżę na skateparku czy popularnych miejscówach. Oczywiście, niekiedy nie ma czasu na tyle, żeby szukać czegoś czy też deszcz krzyżuje nam plany. Wtedy pojawiamy się na skateparku. Osobiście mam duży sentyment do popularnych miejscówek w Warszawie – typu Pałac czy plac Grzybowski, ale z racji, że skupialiśmy się przez ostatnie 3 lata na nagrywkach to staraliśmy się szukać czegoś nowego – albo mało uczęszczanego. Zresztą – udało nam się trochę odkopać na nowo starą, dobrą miejscówkę – Pomnik Kościuszkowców, dosyć dużo osób się tam pojawiało tego lata.

IMG_0034
Filip Dziewięcki, fifty, Kielce, foto: Michał Pielak

Czy Warszawa ma wpływ na wasz skateboarding?

Michał: Oczywiście, pod wieloma względami. Przede wszystkim, Warszawa to duże miasto a co za tym idzie, dużo łatwiej jest tu o spoty. Ciągle znajdujemy nowe, nieruszane miejsca. Warszawa jest też miastem najchętniej odwiedzanym przez zagranicznych skejtów oraz miejscem najczęściej widocznym na rodzimych skate produkcjach. To zawsze motywuje do działania. Widzisz miasto w którym mieszkasz w jednym z Twoich filmów, Kuba („Grey Area” oraz wszystkie „Garaże”), u Krzycha (Filharmonia) czy u innych i gdy zobaczysz jakiś numer na miejscu, które mijasz codziennie w drodze do pracy to z jednej strony się mega jarasz, a z drugiej boli cię gdzieś w klatce piersiowej, że sam nie wpadłeś na to że tam dałoby się coś zrobić. I co potem robisz? Wsiadasz na rower albo wrzucasz deske pod nogi i jedziesz szukać.

Mateusz: Na pewno ma, jest dużo bardzo dobrych skejtów tutaj. Czasami widujemy na miejscówach deskorolkarzy stąd i jesteśmy pod mega wrażeniem. Poziom jest wysoki więc na pewno mobilizuje do jeżdżenia. Podoba mi się też, że jest tutaj “starsza” scena deskorolkowa – to zawsze bardzo miłe i motywujące, widzieć, że ktoś starszy od Ciebie dalej jeździ bez względu na wiek czy obowiązki.

Czym jest Frame? ( Skaterzy na ogół lubią mieć jasność w kwestii firmy i tego co ona robi, Frame wydaje się być, przynajmniej dla mnie, czymś tajemniczym.

Michał: Frame Supply to coś co rodziło się w naszych głowach bardzo długo. Od lat jeździmy, nagrywamy, montujemy jakieś rzeczy do szuflady żeby później nikomu nie pokazać. Odkąd znamy się z Mateuszem, od zawsze mieliśmy plan zrobić coś „większego” albo stworzyć coś pod swoim brandem żeby móc pokazać to światu. Przez wiele lat brakowało nam chyba odwagi żeby wyjść z cienia i podpisać się nazwiskami pod czymś poważniejszym niż 6 minutowy montaż z randomowych nagrywek z 3 lat. Jednocześnie cały czas czuliśmy, że wiele brakuje w polskim skateboardingu i tak dużo rzeczy chcielibyśmy pokazać lub zrobić inaczej, że zdecydowaliśmy się odpalić Frame. Zebraliśmy się w sobie, zrobiliśmy plan, dokupiliśmy sprzęt i jakieś 3 lata temu mocno wzięliśmy się do nagrywek do „Outside the Frame”. Miała być to nasza pierwsza oficjalna produkcja więc tak naprawdę badaliśmy nią zainteresowanie. Zebraliśmy trochę pochwał i miłych słów więc postanowiliśmy to pociągnąć dalej. Frame Supply poza dostarczaniem deskorolkowych uciech audiowizualnych będzie również robił ciuchy i akcesoria. Jesteśmy w fazie samplowania, dobierania grafik etc. Trudno to wszystko zrobić tak szybko jakbyśmy chcieli kiedy oboje pracujemy, jeździmy i mamy inne obowiązki i zainteresowania : )

Mateusz: Michał właściwie wszystko powiedział na temat tego czym jest Frame. Ja czułem bardzo dużą dziurę w rodzimych produkcjach – dobre filmy wychodzą raz na 2 lata, krótsze edity trochę częściej, ale to i tak moim zdaniem za rzadko. Każdy wie jakie to fajne uczucie jak oglądasz znajome gęby na ekranie albo miejścowki na których byłeś i widzisz jakiś numer, o którym mówili koledzy. Zakładając Frame chcieliśmy też pokazać innym, że można robić coś swojego bez jęczenia, że praca, dom, szkoła. Mam nadzieję, że nasze działania choć trochę zmobilizują scenę i będziemy mogli oglądać nowe, coraz lepsze montaże. Tymbardziej, że niewiele trzeba.

FILIP_FEEBLE_BW
Filip Dziewięcki, feeble, Kielce, foto: Kuba Bączkowski

Czy praca nad nowym projektem różniła się od tej przy „Outside the Frame”

Michał: I tak i nie. To wciąż kręcenie deskorolki, szukanie spotów, wyjazdy, zepsute VX’y ale skupiliśmy się tym razem tylko na jednym skejcie i jego rodzinnym mieście. Kłopotliwe było na pewno jeżdżenie tam i z powrotem ale tutaj muszę podziękować Mateuszowi, który często sam jeździł do Filipa na weekendy lub zostawał tam na jakiś czas żeby nagrywać. Ukłony ślę również w stronę Filipa, który potrafił dziennie zrobić po kilka solidnych rzeczy pod kamerę. Nie wiem skąd tyle siły, motywacji i uporu. Jaram się.

Mateusz: Proces był trochę inny, tak jak napisał Michał – poprzez odległość. Jak tylko czas mi pozwalał to jechałem do Kielc i FIlip do tego czasu szykował sobie w głowie jakieś numery, które na pewno chce zrobić. Zwykle przy „Outside The Frame” raczej lecieliśmy na żywioł – spot, myślenie i działamy, ewentualnie powrót jak coś poszło nie tak. W tym wypadku było to trochę bardziej przemyślane i zorganizowane. Pewnie dlatego, że Kielce są o wiele mniejszym miastem niż np. Warszawa i lista spotów dość szybko się kończy. Daliśmy też FIlipowi właściwie całkowicie wolną rękę na to co chce i gdzie chce nagrać, co dla nas też było trochę wyzwaniem, bo nie każdy spot można ograć tak samo i nieraz trzeba było się nagłowić jakie ujęcie zrobić.

Słyszałem o pomyśle na nagrywanie wyłącznie po prawej stronie Wisły w Warszawie – czemu tak?

Michał: Hehe to nasz tajny projekt ale widzę, że Kuba się wygadał (to nie on ale nie zdradzamy źródła – przyp. Red.). Od premiery „Outside the Frame” jeździmy ze skejtami tylko po drugiej, praskiej stronie Wisły. Szukamy dziwnych spotów, oryginalnych miejsc, awantur. Wydaje nam się że prawa strona jest trochę niedoceniona i często nieodkryta przez panujący tam często chaos i nerwową atmosferę. Szczerze mówiąc to już nie pamiętamy jak się jeździ po lewej stronie i nawet nie wiemy jaka będzie różnica jak wrócimy. Na początku było ciężko bo wszędzie kostka, nie ma się gdzie rozgrzać a spoty albo nie wyglądają jak spoty albo jesteśmy tam bardzo skutecznie przeganiani lub atakowani różnymi przedmiotami. Tak czy siak nie poddajemy się i pewnie do końca października/listopada nie pojeździmy po tej ładniejszej stronie Warszawy. Jeżeli ktoś ma jakieś spoty, pomysły – zakładajcie koła 54 i piszcie do nas. Przybiegniemy z kamerą.

Mateusz: Ja akurat mieszkam po drugiej stronie Wisły, wiec jak tylko się gdzieś tu przemieszczałem to widziałem potencjał w tych dzielnicach. Pomysł się w sumie narodził jak jechałem rowerem po Pradze (dzielnica po prawej stronie Wisły) i w nocy te kamienice wyglądały bardzo fotogenicznie. Wiadomo że “Wisła parzy” i dla niektórych te dzielnice to koniec świata przez co mało widziałem stąd materiału. Dlatego dla nas to okazja, żeby pokazać ten rejon jako w miarę atrakcyjny na deskę. Prawdę mówiąc, to po zachodniej stronie w tym roku byliśmy może ze 3-4 razy na desce. Jak skończymy materiał to pewnie będziemy mogli spojrzeć na drugą stronę w miarę świeżym okiem i coś wyciągnąć.

Jak ważne są dla was Kielce? 

Michał: Dla mnie, a pochodzę z Krakowa było to zawsze bliskie miejsce wypadowe na deskorolkę. Skateparkami podobnie jak w Krakowie ich tam nie rozpieszczali więc nie bali się wyjść na spoty i samemu kombinować. Zawsze mile ugoszczony wracałem tam co najmniej parę razy do roku. Kielce to jednak niełatwe miasto na deskorolkę. Jest wymagające pod każdym względem. Ale o tym lepiej wie ich rodowity mieszkaniec.

Mateusz: Dla mnie to raczej sprawa oczywista. Pochodzę z Kielc i tam zaczynałem jeździć więc jest to miejsce dla mnie bardzo ważne. Mam tam też rodzinę, wiec staram się tam pojawiać raz na jakiś czas. Stara ekipa, z którą zaczynałem jeździć właściwie się wykruszyła, niemniej jednak młode pokolenie bardzo dobrze sobie radzi i robią bardzo duże postępy. Klimat też jest bardzo fajny, bo pomimo, że od paru lat stoi skateplaza to skejty i tak chcą się męczyć na mieście. Na pewno jeszcze nie raz zobaczycie ujęcia z mojego miasta w naszych produkcjach.

IMG_2906
Filip Dziewięcki, wallie, Kielce, foto: Michał Pielak

Czy nagraliście wszystko co zaplanowaliście, czy zostało coś niezrobionego, co już nie wejdzie do tej produkcji?

Michał: Nagraliśmy dużo ale nie wszystko co chcieliśmy. Byliśmy wielokrotnie wyrzucani ze spotów w naprawdę bardzo niemiłej atmosferze, na niektóre nie wracaliśmy, bo się po prostu nie dało. Poziom frustracji oraz nudy w ludziach czasami nas szokował. W Kielcach mieliśmy ograniczone pole manewru bo to średniej wielkości miasto ale chyba mogę to przyznać że trudniej się tam nagrywa niż na Warszawskiej Pradze. Co myślisz Mate?

Mateusz: No cieżko jest, serio, dawno nie spotkałem się z taką agresją wśród obywateli. Wiadomo, że zazwyczaj deskorolka przeszkadza ludziom, ale jak parę razy dziennie słyszymy niemalże deklaracje obitego ryja to trochę zniechęca. Kiedyś aż tak źle nie było. Mieliśmy w mieście 3 miejscówy publiczne, na których w sumie jeździliśmy parę lat bez większych problemów. Później miasto dostało trochę kasy na renowację miejsc i się porobiło pare nowych miejscówek. Możliwe, że dlatego tak pilnują. Czy gorzej niż na Pradze to nie wiem. Tam głównie latają przedmioty z okien i dresiki się nie patyczkują więc niebezpieczeństwo chyba większe. Co do materiału, to mieliśmy w planach jeszcze ze 2 lub 3 numery do nagrania, ale to bardzo trudne triki, na które pewnie trzeba więcej czasu. Mam nadzieje, ze Filip da radę je wrzucić.

Czy zdarzyło się coś niebezpiecznego podczas kręcenia? Jakaś dziwna historia?

Michał: Same dziwne historie : ) Poświęciliśmy kawałek montażu żeby dać smak kilku z nich. Moim osobistym faworytem była ruda kobieta z osiedla KSM która najpierw nas wyzywała, potem zadzwoniła po Policję i Straż, później rzucała do nas kamieniami z balkonu (skąd miała kamienie na balkonie?), później wróciła na dół zagadując wszystkich mieszkańców że jesteśmy bandytami, na końcu ukradła Michałowi Pielakowi lampę do aparatu i zaczęła z nią uciekać. No kabaret po prostu. A wszystko to przy długiej zielonej rurze na której Filip robił 50-50 mając do dyspozycji metrowy rozpęd z kostki. Nie chcieliśmy popuścić i zostaliśmy z jednej strony blokując kobietę, a z drugiej nagrywając. Na szczęście się udało : ).

Mateusz: Wbrew pozorom strażacy miejscy i policjanci byli dla nas bardzo uprzejmi co było dla mnie nieco dziwne. Zapadła mi też w głowie sytuacja jak chcieliśmy ponagrywać na bazarze. Po 5 minutach przyszedł ochroniarz z zapytaniem – „kto wam pozwolił tu jeździć”, na co Michal odpowiedział – „pan Artur”. Nie wiem czy trafił z imieniem ale pozwoliło mam to skutecznie posiedzieć na spocie około godziny. Przy okazji, Pozdrowienia dla mamy Filipa, która dzwoniła do niego z 80 razy dziennie czy wszystko w porządku ;).

frame5
foto: Michał Pielak

Czy wasze produkcje beda ukazywały się cyklicznie? Macie na to jakiś pomysł?

Michał: Tak, taki mamy zamiar. Skończyliśmy temat z Filipem, będziemy kontynuowali temat Warszawy Wschodniej i zabieramy się równocześnie za inne. Nasz film „Outside the Frame” był mocno ogólno-deskorolkowy. Różni skejci, różne miejsca, różna muzyka. Wyszliśmy nim poza ramy tego na czym chcemy się skupić, stąd tamten tytuł. Epizody serii „inFrame”, którą otworzył Filip będą skonstruowane troszeczkę inaczej. Będziemy skupiali się wokół jednej persony, miejsca, artysty, zespołu. Pozostając core’owo-deskorolkowym brandem chcemy pójść trochę głębiej w kulturę, która nas otacza. Znamy mnóstwo skejtów którzy poza jazdą robią inne mega ciekawe rzeczy. Muzyka, malarstwo, grafika i inne. Jest tyle historii do opowiedzenia i zaprezentowania w interesujący sposób. Tym chcielibyśmy się zająć, nie odpuszczając oczywiście deskorolce.

Mateusz: Michal, w sumie większość napisał. Od siebie dodam, ze będziemy się chcieli skupić na innych skejtach, niekoniecznie tych których znamy albo jeździmy na codzień. Zobaczymy czy znajdą się chętni do współpracy, ale wierze, ze tak.

IMG_9996
Filip Dziewięcki, bs fifty, Kielce, foto: Michał Pielak

Inspiracje filmowe skate ( a może i z kinematografii „non skate”).

Michał: Ja jestem z pokolenia Transworldów, Habitatów, Alien Workshopów. Do tych produkcji zazwyczaj wracałem jako młody skejt i wciąż wracam. Nie ma dla mnie nic piękniejszego niż montaż VX’a połączony z taśmą 16mm i świetnym doborem muzycznym. Tym zawsze wyróżniały się produkcje AWS/Habitat. Muzyka! To ona w połączeniu z pięknymi nagrywkami i montażem robi robotę. Triki, długości rur, wysokości schodów, zawsze były dla mnie drugorzędne. Z nowszych produkcji lubię oczywiście „Statiki”, klimat Magenty, GX1000, japońskie filmy ze stajni LENZ. Jednak video, które zrobiło na mnie największe wrażenie chyba od czasu „Mind Fielda” AWS’a był „Spirit Quest” Colina Read’a, którego premierowaliśmy niedawno w jednym z warszawskich lokali. To co ten film robi z percepcją odbiorcy i jak oddziaływuje na umysł skejta przy oglądaniu to jest coś niesamowitego. Każdy powinien to zobaczyć i ruszyć dupę ze skateparku na street. Robienie 50-50 na krawężniku też może być niesamowite! Jednak spośród wszystkich inspiracji, najważniejsza jest dla nas muzyka. To ją wybieramy tygodniami i robimy najdłuższe na świecie playlisty przed montażem. To ona jest punktem wyjścia we wszystkim co robimy.

Mateusz: Mam podobnie jeśli chodzi o filmy. Stare TWSy, AWSy, 411, Logiki, Habitaty, dużo by wymieniać. Za małolata sporo siedziałem na Ircu, mając dostęp do dość dużej biblioteki pirackich filmów więc widziałem tego mnóstwo po kilkadziesiąt razy. Do tego oglądam sporo filmów snowboardowych/surfowych gdyż większość jest realizowana na taśmie, co daje mega klimat. Do tego dochodzi muzyka, wiadomo. Chyba niejeden który coś montował nieraz tak miał, ze słyszy numer i od razu widzi pod to montaż.

Wywiad: Kuba Kaczmarczyk
zdjęcia: Michał Pielak / Kuba Bączkowski

 

Leave a Reply