Converse

Tomek Haładaj – wywiad – Barrier 7

0

G1

Tomka znam plus minus osiem lat. Do tej pory, nie wiem jak długo już wtedy jeździł, wiem jedynie, że było w nim coś co wyróżniało go z tłumu. Wcale nie chodzi mi tu o talent do deski, bo moim zdaniem absolutnie go nie ma. To jak jeździ zawdzięcza ciężkiej pracy i przede wszystkim uczuciu, jakim darzy ten powyginany kawałek drewna. Był zawsze trochę inny, trochę z boku, robił swoje, dusza artysty. Większość towarzystwa w jakim się obracał to starsi goście z deski. Do tego „Łódź”, miasto które potrafi dać w kość niejednemu zahartowanemu twardzielowi, szkoła życia. Myślę, że właśnie to ukształtowało go w dużym stopniu. Tomek doskonale odnajduje samego siebie i wie czego chce, nie dając się wciągnąć wszechobecnej propagandzie.

Marcin Sińczak

Cześć Tomek! Zacznijtmy od początku. Opowiedz mi czym jest dla Ciebie Łódź, jak byś ją opisał?
Cześć Marcin! Łódź to dla mnie przede wszystkim dom. Miejsce, w którym się wychowałem, dorastałem i zaczynałem jeździć na desce. Tak jak nie wybiera się rodziny, tak nie wybiera się rodzinnego miasta. Moja bardzo bliska przyjaciółka Agnieszka, powiedziała mi kiedyś, że Polska jest jak wielka dupa a Łódź jest jej środkiem. Łatwo się domyśleć o co chodzi. Pomimo naprawdę gównianej rzeczywistości, szarości, brudu, smrodu i wszechobecnej post-industrialnej zgnilizny, kocham Łódź jak swoją własną mamę. Bo to właśnie miasto, pomimo tego całego zepsucia stworzyło mi warunki do rozwoju i zainspirowało do działania.

Doskonale wiem co masz na myśli. Sam urodziłem się tam i spędziłem większość swojego życia. Łódź potrafi Cię przeżuć, połknąć i wypluć. Ciekawi mnie jednak co masz na myśli mówiąc o warunkach do rozwoju i inspiracji?
Warunki do rozwoju to przede wszystkim przestrzeń a inspirację tworzy klimat tego miejsca. To miasto wzbudza jednocześnie skrajne emocje, myślę, że nie ma drugiego takiego. Możesz tak kontemplować z lokalną inteligencją na temat kruchości bytu a za rogiem dostać w ryj za zbyt szerokie spodnie lub nieschludnie ogolony podbródek. Nie ma miejsca na tej planecie gdzie wychodząc na deskę z ziomkami natrafiasz na ciemną, obszczaną bramę, w której znajduje się idealny blaszany benczek rodem z NYC. Myślę, że to wszystko doprawione pięknym, lokalnym street artem, historią tego miasta, ludźmi, różnorodnością kulturową i chyba też położeniem geograficznym, otwiera mi umysł i mówi po cichu „idź, bądź sobą, rób swoje”.

Nasuwa mi się pytanie o Twoją artystyczną stronę, bo wiem że taką posiadasz. Deskorolka sama w sobie jest sztuką, formą ekspresji a co robisz poza nią?
W dobie tego całego szaleństwa jakie jest w około ludzie tracą głowę, gubią się i oszukują nawzajem. Deskorolka daje mi możliwość pozostania sobą w pełni. Tak jak każda inna forma sztuki jest narzędziem wypowiedzi własnej osobowości, przemyśleń, lęków i marzeń. Sztuka była w moim otoczeniu od małego, moi rodzice są artystami. To jest głównym powodem dlaczego tak osobiście ją odbieram. Jestem z tego powodu mega szczęśliwy i w pełni przekonany, że chcę w życiu robić coś co jak deskorolka będzie zobrazowaniem mojej osoby. Eksperymentuję, próbuję, myślę i w planach mam dokończenie teczki na ASP, w której znajdują się moje rysunki i obrazy. Niedawno zacząłem robić też zdjęcia co bliskie jest mojej kolejnej zajawce a mianowicie kinenomatografii. Od czasu do czasu rozkminiam złożenie papierów do naszej słynnej łódzkiej filmówki.

GONZI_FS-FIFTY_1
fs fifty / Warszawa

Wiem, że od kilku lat regularnie, co wakacje, odwiedzasz Londyn. Ma to jakiś związek z zamiłowaniem do deskorolki i sztuki, czy po prostu uciekasz z kraju w poszukiwaniu lepszego życia?
Wiesz co myślę? Moje wyjazdy wiążą się z jednym i drugim. Londyn, to miejsce gdzie szukam siebie na nowo. Tu pomimo naprawdę wielu trudności, częstych potyczek i zawodów, czuję się sobą. Ulice Londynu to w tym momencie moja mekka. Trudne, wymagające spoty zmuszają do ciągłej walki ale przecież to w deskorolce jest najważniejsze. Nieustanna walka, mierzenie się z własnymi słabościami. Jeżeli chodzi o sztukę to poznałem tu mnóstwo niesamowitych, kreatywnych ludzi. Te kilka wypadów wywarło na mnie olbrzymi wpływ. Dało dużo pozytywnego, namieszało też niemało w głowie, ale wiem, że uczyni to ze mnie silniejszą osobę.

Bo jak to mówią: „co nas nie zabije to nas wzmocni”, pamiętaj. Dlaczego jednak Londyn? Jest przecież tyle miejsc, tyle miast i państw. Co sprawiło, że właśnie tutaj postanowiłeś szukać szczęścia? Przede wszystkim, dlatego, że tu mogłem przyjechać, rodzina, znajomi. Kolejnym powodem jest klimat i ludzie. Tak naprawdę to jest jedyne miejsce w Europie, w którym jest zamknięty cały świat. Brooklyn, Chinatown, Paryż, Łódź, Berlin, Barcelona, Malmo. Każdy może znaleźć coś dla siebie. Zauważyłem że czuję się tam mega anonimowo a jednocześnie czuję się kimś. Jestem tu i teraz i robię swoje.

GONZI_ROBSSMITH_1
ride on bs smith / Łódź

To prawda, że Londyn to miejsce nieograni-czonych możliwości i szans. Wystarczy chcieć a można zrobić wszystko. Jednak z tego co wiem już w Polsce zaczęło się dziać. Deski od Abordage, skiery od Alfredo Gonzalez’a, słyszałem też coś o trampkach od Conversa.
To wszystko dość świeża sprawa, jak to się stało? Wow! Aż tyle tego się nazbierało? Nie spodziewałem się, hehe. Generalnie to wciąż brzmi to dla mnie niesamowicie i nie mogę w to do końca uwierzyć. Ostatni czas w Polsce był dość owocny. Najpierw spontaniczna akcja zorganizowana przez wujka Piotrka, który wyhaczył mnie któregoś dnia i opowiedział o wsparciu na skarpiety. Mega pozytywny dzień. Następnie kolejna luźna akcja czyli wypad do Warszawy, gdzie miałem okazję pojeździć z lokalnymi wyjadaczami. Bardzo fajnie spędzony weekend w doborowym towarzystwie pizzy i akompaniamencie dużej dawki deskorolki. Stolica dała mi przede wszystkim możliwość pojawienia się w wywiadzie, który teraz czytacie no i zostawiła mi pod choinką parę trampeczek. Spełniony i mega zajarany dostałem telefon od Pana Jacy, który zaprosił mnie na wakacje nad nasze bałtyckie morze. Okazało się to kolejną nieplanowaną skatową przygodą, dzięki której po tygodniu wypuściłem powitalne demo dla Abordage. Kolejny piękny czas. Wszystko stało się tak naprawdę z dnia na dzień, na mega zajawie wśród niesamowitych ludzi. Jestem dzięki temu super zmobilizowany do dalszej jazdy i szczęśliwy. Dziękuję wszystkim, którzy pomagają mi się rozwijać i pielęgnować moją pasję, dzięki którym wciąż twardo stoję na desce.

GONZI_RO_FIFTY_1
ride on fifty / Warszawa

Dobrze wiedzieć, że Ci się układa i że ktoś zauważył jak bardzo się starasz. Pracuję z Aramem Sochą, który niedawno wypuścił swój nowy film. Odbyły się tylko polskie premiery więc nie miałem okazji go zobaczyć ale mówił że masz tam kilka trików. Masz też cały part w „Eudezet 2” naszego ukochanego Krzyśka Sereczyńskiego. Zaskoczysz czymś jeszcze?
Tak. Pod koniec roku wychodzi film Pawła Madalińskiego pod tytułem „Siano”. Jest to pro-dukcja godna uwagi gdyż Paweł jest zajaranym sztuką i deskorolką małolacikiem, tak samo jak ja. Myślę, że nasze wspólne zainteresowania zbliżyły nas do siebie i prawdopodobnie dlatego zaproponował mi udział w swojej pierwszej dużej produkcji. Jeśli chodzi o „Eudezet” to jest tak naprawdę pierwszym, na dodatek ostatnim w filmie. Oglądam go codziennie i nie mogąc wyjść z podziwu dla Krzyśka. Jak on to zrobił?! To brzmi trochę narcystycznie, ale nie chodzi mi o moją jazdę. Uważam, że mogłem dać z siebie więcej. Jednak wciąż to mój pierwszy part i niesamowite jest móc siebie oglądać. Zobaczymy jak to wyjdzie u Pawła, może będę miał tam chociaż jednego flipa, haha. Co do produkcji Arama to jest to kolejna niespodzianka dla mnie. Cichociemny imperator wielkiej machiny skupiającej na swoim pokładzie największych wyjadaczy w Polsce. Ni z tąd ni z owąd, nagraliśmy kilka trików i jestem. Te wszystkie filmy, ci goście, miejsca. To jak zła- panie Pana Boga za pięty! Jestem zaszczycony i gotowy do dalszej współpracy. Ten rok, to chyba moment, w którym uświadamiam sobie, że na- prawdę mogę dużo, że to wszystko co robię ma jakiś sens.

GONZI-_BOARD_2
boardslide / Łódź

Ciekawi mnie jak odnajdujesz się w teraźniejszej deskorolce. Co Cię napędza, co oglądasz na zajawkę przed sesją. Wallies, no complies to to czym teraz ludzie się jarają, a gdzie w tym wszystkim jesteś Ty?
Chyba zawsze byłem trochę typem modnisia, trochę pozerka, nie ukrywam tego. Jestem w końcu jeszcze małolatem, hehe. Ale powiem szczerze, że moje miliony zajawek jeszcze nigdy nie miały odzwierciedlenia w moich faktycznych umiejętnościach, jak teraz. Dzisiejsze „maniery” deskorolkowe bazują na starej szkole, która zawsze była mi bliska. Czerpię dużo inspiracji z nowojorskiej deski, europejskich szczurów z Paryża i Londynu. Ale to co naprawdę mnie napędza to legendarne nazwiska jak: Jason Lee, Eric Dressen Natas Kaupas, Chris Pulman, Ethan Fowler, Ricky Oyola, Joe Valder, Tommy Querrero, no i oczywiście dziadek deskorolki Mark Gonzales, dzięki któremu po części zawdzięczam moją ksywę.

GONZI_WALLIE_BS1
wallie backside / Warszawa

Heh! Tak, Twoja ksywa to w połowie postać Marka a w połowie moja bujna wyobraźnia. Ale mniejsza z tym. Przez lata zauważyłem, że choć nie mam pojęcia dlaczego, rodzisz wśród ludzi skrajne uczucia. Albo Cię uwielbiają albo nienawidzą. Nie ma nic pomiędzy… O co chodzi, co może sprawiać, że tak się dzieje?
A może się mylę? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale rze- czywiście coś w tym jest. Wydaje mi się, że chodzi im o mój sposób bycia. Ja po prostu się bawię i jestem w pełni sobą. Wiesz, mam duży dystans do swojej osoby, znam siebie jak nikt i pozwalam sobie czasem na więcej. Brzmi to jak jakiś psychologiczny wywód ale tak jest. Często wydaje mi się że jestem doroślejszy i mądrzejszy niż w rzeczywistości jestem, hehe. Wiem na kogo mogę liczyć i myślę że to bardzo ważne żeby w życiu mieć garść tych kilku przyjaciół. Takich ludzi, którzy pomino nawet największego gówna są w stanie Ci pomóc. Mam szczęście i mam tych kilka osób wokół siebie, którzy są dla mnie, a ja dla nich. Nie jestem wylewny, ale wiem, że gdyby nie oni, nie byłoby mnie tu teraz i nie mógłbym siedzieć z Tobą w pubie, rozmawiając i popijając piwka, na które nas nie stać, myśląc o kolejnym wyjściu na deskę, hehe. To jest dla mnie najważniejsze, czyli szczerość, prawda, bycie wprost i bycie po prostu. Nie mam czasu na fałsz.

 

Wywiad: Marcin Sińczak
Zdjęcia: KubaBączkowski

 

Leave a Reply